Wiadomości lokalne / News
| | Wtorek, 7 lipca 2026 r. godz. 10:56 /Artykuł sponsorowany/ | Sprawdzenie auta przed zakupem stało się normalnym krokiem
Sprawdzenie auta przed zakupem stało się normalnym krokiem. Fot. pixabay.com
| Tomasz Wielecki prowadzi jednoosobową firmę pod Wrocławiem, robi inspekcje przedkupowe, osiemnaście może dwadzieścia aut miesięcznie po całym Dolnym Śląsku. Spotkałem się z nim w marcu na parkingu pod galerią handlową. Kończył akurat niemieckiego sedana sprowadzonego z Niemiec, rocznik 2018, dwulitrowy diesel, w ogłoszeniu 143 tys. km. Miernik grubości lakieru puścił trzy elementy po lewej stronie i tylny zderzak, reszta czysta. Gadaliśmy przy kawie z automatu i Wielecki zaczął wspominać, jak wyglądała ta robota kilka lat temu. Wtedy profil klienta wyglądał tak, że dzwonił ktoś, kto już oberwał. Jeden facet wjechał w cofkę za czterdzieści i teraz już każde auto posyła do sprawdzenia, jedna pani kupiła kompaktowego SUV-a ze szpachlą na całym lewym boku, pięknie zalepioną, w życiu by tego nie zobaczyła gołym okiem, i od tamtej pory nie kupuje niczego bez inspektora. Taka była baza klientów Wieleckiego. Dziś zadzwoni do niego para po trzydziestce, szuka pierwszego kombi bo dziecko w drodze, albo facet z okolic Oławy otwierający firmę transportową i potrzebujący busa na już. Żaden z tych ludzi nie miał w życiu złego doświadczenia z kupnem auta. Nie muszą mieć. Oni z góry zakładają, że tak się kupuje, punkt, sprawdzasz auto przed zakupem i tyle. Tak samo jak nikt im nie tłumaczył, żeby czytać opinie o hotelu przed rezerwacją, robią to, bo wyrośli w środowisku, w którym weryfikacja jest domyślna.
AMAR podał 855587 importowanych używek zarejestrowanych w Polsce w 2025 roku, 2,8 procent mniej niż rok wcześniej. Ciągnęły w dół najstarsze egzemplarze powyżej dziesięciu lat, spadek 12,1 procent, 521303 sztuki mniej. Ale auta do dwóch lat podrosły o 14 procent i tutaj robi się ciekawie. Za czteroletniego SUV-a z Monachium za 85 tys. złotych nikt się nie waha wydać trzystu na inspektora. Inaczej z dwunastoletnim niemieckim kompaktem za 25 tys. z placu pod Zgorzelcem, bo tam trzysta złotych to ponad procent ceny auta i trochę boli. Ale takich transakcji jest coraz mniej, bo ten najtańszy segment się kurczy z roku na rok. Do tego dochodzi kwestia zaufania, a raczej jego braku. Ponad tysiąc polskich kierowców odpowiedziało na ankietę i 51 procent z nich nie ufa sprzedawcom aut używanych w ogóle, a co piąty sam się przyznał, że go kiedyś na aucie oszukali. Cofka albo wady, o których dowiedział się po fakcie. Ankieta samoopisowa, więc realna liczba jest wyższa, ludzie się do takich rzeczy niechętnie przyznają.
Oprócz ludzi z portali ogłoszeniowych Wielecki ma klientów w garniturach. Firmy leasingowe, flotowe, pięć do ośmiu aut tygodniowo. Jedna taka firma pod Legnicą, park gdzieś osiemdziesięciu aut, popłynęła finansowo przez trzy samochody po leasingu. Wróciły z leasingu, nikt nie sprawdził historii szkodowej, trafiły na plac, sprzedały się, a za miesiąc wróciły z reklamacjami. Czterdzieści tysięcy złotych strat na trzech autach. Teraz ta sama firma każde auto schodzące z floty posyła do Wieleckiego albo do kogoś z jego branży. Ile z tych osiemnastu, dwudziestu inspekcji odpada, zapytałem. Cztery, pięć. Jedna ogólnopolska firma inspekcyjna przejrzała 19100 swoich zleceń od stycznia 2024 do grudnia 2025 i u nich wychodzi 24,1 procent, co zgadza się z tym, co Wielecki obserwuje na Dolnym Śląsku. Krajowe auta przechodzą w 87,2 procent, ale importy z USA to tylko 66,2 procent, bo stamtąd jedzie mnóstwo aut po totalach odbudowanych w warunkach, o których lepiej nie wiedzieć.
Cofki. W raportach historii pojazdów za 2025 rok wyłapano 59021 rozbieżności drogomierza, dziesięć procent mniej niż rok wcześniej, ale spadek wynika raczej ze spadku importu starych aut niż z poprawy moralności sprzedających. W sumie półtora miliarda kilometrów cofniętych, 22 tys. km przeciętnie na jednym aucie. Według danych z weryfikacji przebiegu z carvertical.com/pl to 3,7 procent dla ogółu sprawdzanych aut w Polsce, ale jak wyłuszczysz import osobno, skacze do 5,3 procent, krajowe mają 1,8. Trzykrotna różnica. 72 procent aut z cofką to sprowadzone egzemplarze i tutaj Niemcy dominują, bo stanowią 52 procent całego importu używek. Wśród najczęściej namierzanych modeli z cofnięciami dominują dostawczaki, średnie cofnięcie na sztukę między 120 a 145 tysięcy kilometrów. Włoskie i niemieckie busy z popularnych linii produkcyjnych, w których przebiegi dochodzą do 400, 500 tys. km i cofnięcie o 150 tys. robi sporą różnicę w cenie odsprzedaży.
Firm robiących inspekcje przedkupowe jest teraz na rynku tyle, że trudno za nimi nadążyć. Sieci ogólnopolskie, lokalni diagności, firmy działające mobilnie, lista rośnie co sezon i pewnie nie skończy się prędko. Większość jeździ do klienta, diagnosta zabiera walizkę ze sprzętem, miernik lakieru, skaner OBD, endoskop, za cały ten zestaw płaci może półtora tysiąca złotych, a usługa kosztuje od dwustu do pięciuset za auto. Stacje kontroli pojazdów oferują inspekcje taniej, ale nie wchodzą w silnik ani osprzęt, więc to połowiczne sprawdzenie. Historiapojazdu.gov.pl daje za darmo podstawowe dane z CEPiK, odczyty licznika z przeglądów technicznych, OC, ile auto miało właścicieli. Od tego zaczyna teraz większość kupujących, a dopiero potem zastanawia się, czy dopłacić za wizytę inspektora na żywo.
Wracając do tej ankiety, 86,6 procent respondentów stwierdziło wprost, dostęp do historii pojazdu powinien być oczywistością, a 73 procent dodało, że VIN nie jest żadną daną wrażliwą i powinien być publiczny. Kiedy o tym powiedziałem Wieleckiemu, zaczął się śmiać, bo doskonale pamięta, jak jeszcze pięć lat temu handlarze zakrywali VIN na zdjęciach pikselem i patrzyli na pytającego o historię jak na kogoś, kto ich osobiście obraził. Nie muszę chyba tłumaczyć, jak bardzo się to zmieniło. Teraz kupujący, który przyjeżdża na oględziny nie mając pojęcia o VIN-ie auta, to wyjątek od reguły. Sprzedawca, który numer chce ukryć, traci zainteresowanego w ciągu dwóch minut. Diler pod Legnicą, z którym Wielecki współpracuje już chyba trzeci albo czwarty rok, poszedł o krok dalej, sam zamawia raporty historii na każde auto stojące u niego na placu i dołącza je do ogłoszenia. Mówi, że dzięki temu oszczędza sobie parę dni i ze dwadzieścia telefonów z wiecznie tymi samymi pytaniami.
Za jedną cofkę o 10 tys. km kupujący traci do 22 tys. złotych, za dostawczak cofnięty o 120 tys. km wielokrotność tej kwoty. Wielecki za swoją robotę bierze trzysta złotych, raport historii w sieci kosztuje osiemdziesiąt, może stówkę. Kiedy się żegnaliśmy na tym parkingu pod galerią, Wielecki opowiadał mi, że jego klienci przestali w ogóle pytać, czy inspekcja się opłaca. Wrzucają czterysta złotych w budżet na zakup razem z akcyzą i przerejestrowaniem, zanim jeszcze w ogóle otworzą portale z ogłoszeniami i zaczną szukać.
| | |
Jeżeli masz jakieś ciekawe informacje, chcesz przekazać coś ważnego, coś interesującego, nie wahaj się - napisz do nas: redakcja@stalowka.net |
|
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy
|